Creative Commons License
Kategorie: Wszystkie | Gospodarka | Media | Polityka
RSS
wtorek, 17 października 2006
Się dzieje (nowe szaty GW)

Nowe szaty cesarza chciałoby się napisać ;-). Gazeta Wyborcza ruszyła ze swoim nowym - wielokrotnie już zapowiadanym - serwisem.

Tebe zwrócił mi kiedyś uwagę, że "czasem dobrze jest zacząć od tego co jest dobre, bo na pewno coś jest. To ułatwia komunikację." Zaczynam więc od pozytywów.

Przede wszystkim, cieszę się, że ten serwis ruszył. Postulowałem jego wprowadzenie już jakiś czas temu, a brakowało mi go od dawna.

Poza tym, podoba mi się dość klarowny układ tej strony. Belka z kategoriami na górze strony daje możliwość dość swobodnego operowania przestrzenią strony na całej jej szerokości. Jeśli dodać do tego zastosowaną szerokość (1024 piksele), jedynka robi nam się bardzo pojemna. Na tej stronie jest mnóstwo światła. I o to chodzi. Długość i ciasnota na jedynkach są podstawową wadą wielu innych serwisów. Ta duża ilość miejsca ma też i tę zaletę, że jest gdzie umieścić reklamy w sposób nieinwazyjny, nie doprowadzający czytelnika do furii.

Kolejną zaletą jest redakcja. Widać, że ten serwis jest redagowany. Dużą część jedynki stanowią kolumny "dziś w numerze" i "GW poleca", natomiast niusy otrzymały niewielką ramkę na prawej szpalcie. I słusznie, od niusów są portale, agregaty i inne narzędzia, których w sieci od groma. Ten serwis ma być wizytówką gazety opinii i właśnie kształtowanie opinii powinno być jego najważniejszą rolą.

Dobrze skomponowane są strony poszczególnych działów (tam gdzie są). Na każdej znalazło się miejsce na ostatnie artykuły, ale również na raport oraz linki do blogów redakcyjnych poświęconych danej tematyce (miejmy nadzieję, że w przyszłości będą też linki do blogów nieredakcyjnych, a ciekawych i aktualnych). Cały układ daje możliwość wygodnego zapoznania się zarówno z bieżącymy wydarzeniami, jak i kluczowymi kwestiami, które - w ocenie redakcji - wymagają szerszego przedstawienia. Prrzy tym jest wręcz stworzony do eksponowania dużych form reklamowych w sposób nieinwazyjny, co w sieci jest rzadkością.

OK. To tyle o zaletach. Co nie oznacza oczywiście, że ten serwis pozbawiony jest wad :-). Im też warto - po tej laurce - poświęcić kilka słów.

Wada pierwsza i podstawowa to domena. Dlaczego w czasach, kiedy każdy walczy o jak najkrótszą nazwę Agora, zamiast zastosować domenę wyborcza.pl, sięga po dwuczłonową nazwę? Chyba tylko po to, żeby niektórzy internauci zastanawiali się, gdzie wstawić kreskę i jaką.

Drugim minusem, i to znacznie bardziej istotnym, jest moim zdaniem brak zajawek poszczególnych działów na stronie głównej. Są tam ramki poświęcone serwisom Gospodarka i Sport, które odsyłają do stron portalowych (co jest wadą samą w sobie). Reszty trzeba szukać w belce na górze. Redakcja redakcją i belka belką, ale wydaje mi się, że jedynka serwisu gazety codziennej powinna zawierać przynajmniej wyróżnione i opatrzone zdjęciem odwołanie do głównego artykułu z każdego z działów. Tym bardziej, że na GazecieWyborczej jest na to sporo miejsca, o czym poniżej.

Kolejna sprawa to brak linków do dodatków. Takie rzeczy powinny być nie tylko w belce na górze. Po to dodatki Gazety mają własne winiety, aby je eksponować i promować. Spokojnie zmieściłyby się one zamiast wielkiej reklamy Kolekcji GW, z których i tak w sieci się nie skorzysta. Pewnie w miejsce selfów Kolekcji w przyszłości mają się pojawić reklamy, ale w prawej szpalcie i tak znalazłoby się miejsce na logo dodatku wraz z leadem artykułu okładkowego. Poza tym w belce brakuje m.in.: Świątecznej, Wysokich Obrotów, Pracy (choć to już osobny serwis), Turystyki, Telewizyjnej. Brak oddzielnych podstron poświęconych tym działom zubaża Gazetę. A są to dodatki przyciągające wartościową grupę docelową.

Na Stronie głównej serwisu brakuje też graficznego wyróżnienia blogów. Same linki do nich wylądowały niżej niż Kolekcje i ramka działu reklamy, co w internecie jest nieporozumieniem. Blogi trudno w ogóle znaleźć, choć umieszczenie nad nimi belki z ciekawym logo nie zaszkodziłoby stronie, a nim samym tylko pomogło (ważniejsze jest jednak ich wyraźniejsze usytuowanie).

Skoro umieszczono na jedynce zdjęcia naczelnych - co uważam za dobry pomysł - to dlaczego na podstronach poszczególnych działów nie widzę zdjęć ich szefów? Skoro GW ma być gazetą nieanonimową, ale kierującą do czytelnika wyraźny przekaz: oto my, to co czytasz to jest nasz obraz świata, to dlaczego nie jest w tym konsekwentna? Uwaga ta dotyczy tym bardziej blogów. Każdy z nich powinien być "podpisany" zdjęciem autora, co przy okazji mogłoby stanowić element odróżniający blogi redakcyjne od "prywatnych".

Zupełnie nie rozumiem, po co ramka "Top ..." zawiera aż 15 pozycji. Zajmuje przez to pół strony i tylko zabiera miejsce na ciekawsze rzeczy. Jeśli to ma być pomysł na "dziennikarstwo obywatelskie" wg GW (raczej redaktorstwo), to jest to pomysł nieudany.

Zdaję sobie sprawę, że część proponowanych przeze mnie zmian, to kolejne elementy graficzne, które "zacieśniły" by stronę, ale wydaje mi się, że ich dodanie nie spowodowałoby utraty przez nią owej przejrzystości, za którą ją wcześniej chwaliłem.

Pora odejść na chwilę od rozwiązań graficznych. Nie sposób bowiem nie zauważyć, że w serwisie nie ma zaawansowanych rozwiązań technicznych. Nie ma podkastów, nie ma plików video. Jest to w zasadzie cyfrowa wersja Gazety. Nie wykluczam, że jest to rozwiązanie świadome. Próba podzielenia zasięgu pomiędzy gazetawyborcza.pl i gazeta.pl. Jednak czas biegnie szybko i za chwilę komentarze audio lub video będą na tyle normalnym narzędziem komunikacji, że pozbawiając ich serwis Gazety, Agora skazuje go na odpływ coraz bardziej zagonionych (lub "nowoczesnych") czytelników.

Na dalszych stronach, oprócz wad już wymienianych, doprowadza mnie do pasji tylko jedna rzecz: gigantyczna ramka "najczęściej czytane", czy naprawdę GW zależy na kompletnym zunifikowaniu swoich czytelników? Pewnie tak, bo wówczas łatwiej sprzedaje się reklamy. Jednak ja wolałbym, aby GW dała swoim czytelnikom szansę na samodzielne wybieranie tematów, które wydają im się interesujące. Poza tym wolę, aby selekcji materiałów dokonywali redaktorzy Gazety (po to wchodzę na ich serwis) niż internetowa przeciętność (wobec której jedna z redaktorek GW użyła bardziej dosadnego określenia). Memento to odnosi się oczywiście w równym stopniu do ramki "Top..." na jedynce, którą krytykowałem już powyżej.

poniedziałek, 16 października 2006
Gorąco polecam:

Salon 24 - inicjatywę Igora Janke.

Salon, którego podtytuł brzmi: "Niezależne forum publicystów", ma być inicjatywą skupiającą postaci, mające ochotę dzielić się ze światem swoim o nim zdaniem (i - mam nadzieję - umiejące to robić). Jest to więc platforma blogowa, jakich wiele ostatnio powstało. To, co odróżnia ten projekt od pozostałych, to sposób jego powstania - jest to prywatna inicjatywa I. Janke - oraz skład komentatorów, którzy zdecydowali się w nim uczestniczyć. Lista blogowiczów już teraz imponuje nie tylko długością, ale przede wszystkim rozpiętością prezentowanych poglądów. Nie ma chyba w sieci drugiego miejsca, gdzie pod jednym szyldem pisaliby publicyści (nazwijmy ich zawodowymi) reprezentujący tak szerokie spektrum opinii.

czwartek, 12 października 2006
Cham z warchołem ramię w ramię

Będziemy mieli "nową koalicję". Będą ją tworzyć cham z warchołem, a do tanga będzie im przygrywał "ten trzeci". Na razie, niestety, brak jest odpowiedzi, co stanie się z dezerterami z Sammobrony. Czy - jako zdrajcy - zostaną ścięci, czy - jako wierni pretorianie - nagrodzeni. Jeśli to drugie, to pytanie, z czyjej puli...

Nadal robi mi się niedobrze.

wtorek, 03 października 2006
Rzygać się chce :-(
Jak się czyta to i to. Już od samego patrzenia na całe to bagno robi się niedobrze.
środa, 27 września 2006
Nic się nie stało, chłopaki nic się nie stało!

Tak krzyczą nieustannie koledzy z partii, która głoszone wartości spuściła wcześniej w PiSuarze.

Mam jednak nadzieję, że "chłopaki" (a i dziewczyny) zrozumieją, że jednak stało się. I nie chodzi mi bynajmniej o kupczenie stanowiskami. To jest normalna praktyka polityczna i kto udaje oburzenie tym faktem sam wychodzi na głupka. Gdyby chodziło tylko o stanowiska, krzyk tych kolegów byłby jak najbardziej na miejscu. Ale drażni on uszy, kiedy czytamy:

Ja rozmawiałem dzisiaj z ministrem Ziobro na ten temat i on twierdzi, że z jego wiedzy którą teraz ma, po rozmowach z prawnikami w ministerstwie, Lepper może uruchomić te weksle, to może trwać kilka miesięcy, przy czym nie jest w stanie wejść na majątek, jeżeli posłowie od razu zareagują. To znaczy to będzie tak: on uruchamia weksle, jest zgłoszona nie wiem w jakiej formule prawnej skarga czy odwołanie posła, weksel jest zablokowany, trwa proces i ten proces jest wygrany. Według Ziobro ten proces jest wygrany. (cytat stąd)

Według jednej z możliwych interpretacji tej wypowiedzi (nie jedynej), pewność Ziobry co do wyników procesu wynika nie z uzyskanej wiedzy prawniczej, ale z możliwości wywierania nacisków na sąd. Wypowiedź na temat konsultacji odnosiła by się wówczas wyłącznie do pierwszej części zdania, a więc do wykładni przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Wydaje się to zresztą logiczne, bo nie wyobrażam sobie, aby prawnicy MS wypowiadali się wiążąco o meritum sprawy.

Jeśli ta interpretacja jest słuszna, to cała ta "polityczna korupcja", a nawet szastanie publicznym groszem, to jest pikuś. I tym, a nie stołkami, powinni zająć się politycy (?) z innych partii.

Jak na razie, niestety, afera Begerowej (a raczej Lipińskiego) obnażyła mizerię całej klasy politycznej, a nie tylko moralny upadek PiSu.

środa, 13 września 2006
Zadzióbią się kruki i wrony

Paweł Lisicki został nowym naczelnym Rzepy.

Swego czasu na Forum Kraj popełniłem wpis , w którym uznałem tę kandydaturę za najlepszą z wówczas wymienianych. Nadal uważam Lisickiego za dobry materiał na naczelnego, ale nie jestem pewien, czy ten wybór jest właściwy dla Rzepy. Od marca znacząco zmieniła się bowiem sytuacja.

Wyszedł wszak Dziennik. Robiony przez kolegów Lisickiego, przynajmniej ideowych. Zważywszy na ostatnie teksty publicystyczne Lisickiego (o których kilka gorzkich słów można było przeczytać w Dzienniku z tego tygodnia), będziemy mieli dwa dzienniki ścigające się w prawicowej retoryce i proPiSowskim nastawieniu. Z uwagi na ograniczone grono czytelników o takim światopoglądzie i negatywny stosunek popieranej przez tę prasę opcji do "wykształciuchów" (stanowiących grupę docelową Rzepy i - mniej - Dziennika), będziemy mieli walkę na wyniszczenie. Żadna z gazet nie będzie w stanie utrzymać sprzedaży na satysfakcjonującym poziomie. Nie od dziś zaś wiadomo, że wojny domowe są najkrwawsze. Na tej wojnie Rzepa stracić może więcej, bo jej czytelnik - "wykształciuch" - szybciej może dojść do wniosku, że to nie gazeta dla niego. Poza tym Presspublika nie za bardzo może się równać z Axel Springer w kwestii zasobów finansowych, choć ten drugi też nie ma worka bez dna, o czym mogli przekonać się mieszkańcy Małopolski i Ziemi Lubuskiej.

Jest jeszcze jedna sprawa. Lisicki z marszu zwolnił dwoje zastępców: Ewę Kluczkowską i Jacka Rakowieckiego. Niezależnie od oceny ich poglądów trzeba pamiętać, że oboje to doświadczeni redaktorzy, a Kluczkowska to w Rzepie człowiek-instytucja. Nie będzie łatwo ich zastąpić i brak ten może odbić się na jakości gazety, przynajmniej na początku pracy nowego naczelnego.

Pozostaje też zarzut - oczywisty - robienia z Rzepy gazety rządowej, co tej gazecie, z jej przeszłością i strukturą właścicielską, może odbić się czkawką.

Powyższe fakty powodują, że do nominacji Lisickiego odnosżę się sceptycznie. Moim zdaniem, Lisicki - trafiając do Sołowowa - postawił na złego konia i teraz jego czas jako naczelnego dziennika już minął. Gorzej, że ten wybór może spowodować, że minie również czas Rzepy. I obym był złym prorokiem...

piątek, 25 sierpnia 2006
Gazeta.pl rozwija swój serwis prasowy (a Agora biznes internetowy)

Agora zaczęła mocno inwestować w portal gazeta.pl. Widać to choćby po obudowywaniu samego portalu nowymi serwisami jak gwar.pl czy dwukropek.pl. Te jednak koncern stworzył prawdopodobnie własnym sumptem. O skali nakładów lepiej świadczy rozbudowa serwisu zewnętrznych materiałów prasowych.

Od jakiegoś czasu na gazeta.pl można było znaleźć bardzo fajny serwis Prasówka, który zresztą już tutaj chwaliłem. Obecnie Prasówki już nie ma, za to pojawił się dużo większy serwis Prasa. Zawiera on przegląd prasy krajowej i zagranicznej, autorski przegląd prasy oraz linki do takowych czynionych w porannych programach Radia TOKFm.

Jednak zasadniczą wartość tego serwisu stanowić mają - jak można się domyślić - tłumaczenia tekstów z zachodniej prasy. Używam czasu przyszłego, bo na razie są to tylko (albo aż!) teksty z The New York Times'a.

Najwyraźniej redakcja portalu uznała, że aż NYT, skoro informację na ten temat daje na jedynce portalu:

Jedynka gazeta.pl z 24.08.2006

Apetyty ma chyba jednak znacznie większe, skoro nie zdecydowała się na szerszą kampanię promocyjną serwisu. Świadczą też o tym umieszczone na stronie logotypy innych tytułów:


Gazeta.pl od jakiegoś czasu poszerza swój kontent o materiały tworzone przez podmioty zewnętrzne. Dotychczas dotyczyło to działu Gospodarka. Teraz jak widać wypływa na szerokie wody (goniąc w tym zakresie Onet). Pomysł publikowania tekstów z prasy zagranicznej uznać należy za udany. Dziwi może tylko uboga liczba tytułów europejskich w planowanej ofercie. Taka działalność jednak sporo kosztuje, szczególnie w przypadku tekstów zagranicznych, które trzeba dodatkowo przetłumaczyć.

Warto więc pokusić się o szerszą refleksję na temat drogi, którą kroczy Agora.

Agora najwyraźniej uznała, że wobec porażek na tradycyjnym rynku prasowym, sposobem na jaj dalszy rozwój jest internet. Przytoczone wyżej przykłady świadczą o tym dobitnie. Czy jest to dobra strategia? Nie wiem. Na pewno nie może się to odbywać kosztem tradycyjnego biznesu. Internet w Polsce jeszcze długo nie będzie generował przychodów choćby zbliżonych do tych z rynku prasowego. Poza tym pozycja Agory w internecie jest dużo słabsza niż w prasie, a konkurentów jest znacznie więcej (niż jeden). Jest jeszcze inna rzecz. Jakkolwiek widzę dużą pracę redakcji zmierzającej do poszerzenia grona użytkowników, to nie dostrzegam pomysłów na to, jak w sieci zarabiać. Można odnieść wrażenie, że pomysł Agory na zarabianie w sieci ogranicza się do zamieszczania reklam. To nie najlepsza strategia. Oznacza ona w praktyce rezygnację z dużej części przychodów, które mogłyby być generowane dzięki współpracy z dostawcami usług. Wydaje się, że mimo innowacyjności portalu na poziomie tworzenia treści, myślenie Agory o sieci jako biznesie jest bardzo tradycyjne.

wtorek, 22 sierpnia 2006
Demokracja narodowo-ludowa wg PiS

Dziś PiS pokazał wszem i wobec, że dąży do wprowadzenia ustroju niedemokratycznego. Pokazał to dokonując - po kilku nieudanych próbach - zmiany liczby członków i, co za tym idzie, składu sejmowej komisji samorządu terytorialnego.

Ktoś powie, że to zbyt mocne stwierdzenie zważywszy, że przecież postępowanie PiS i przystawek było zgodne z prawem. Może i było zgodne z prawem. Tak samo jak zgodne z prawem jest np. postępowanie Putina w Rosji. Nie oznacza to jednak automatycznie, że takie postępowanie mieści się w kanonie ustroju demokratycznego.

Współcześnie uznaje się, że demokracja to sprawowanie władzy przez większość, przy uwzględnieniu prawa mniejszości do przeciwstawiania się tej władzy. W przeciwnym wypadku trudno mówić o ustroju demokratycznym. Nie jest to bynajmniej idea odkrywcza. Bardzo zdecydowanie wyłożył tę regułę G. Sartori w "Teorii demokracji" stwierdzając, że:

"Rządy większości" są w istocie rzeczy jedynie skróconą formułą ograniczonych rządów większości, powściągliwych rządów szanujących prawa mniejszości.

I dalej:

(...) naszym celem jest więc ograniczona zasada większości, co oznacza, ża dążymy do wytyczenia jej zakresu i ograniczenia stosowania. Inaczej mówiąc, jeśli zasada większości jest nieograniczona lub absolutna, to mamy "tyranię większości"w ustrojowym sensie tego wyrażenia.

W Sejmie to wytyczenie zakresu sprawowania władzy przez większość odbywa się m.in. na początku kadencji przez ustalenie składów poszczególnych komisji sejmowych proporcjonalnie do liczby posłów poszczególnych ugrupowań. Reguły demokracji wymagają, aby w toku kadencji zarówno władza, jak i opozycja działały w tych - wyznaczonych przez siebie na początku kadencji - ramach.

Tymczasem PiS tę zasadę jawnie pogwałcił. Po kilku nieudanych głosowaniach doprowadził do powiększenia składu komisji sejmowej do absurdalnej liczby 61 posłów wyłącznie po to, aby zyskać w niej większość i przegłosować zmiany w jednej ustawie. Dodatkowo ustawą tą jest odynacja wyborcza, a planowane zmiany zmierzają wyłącznie do wzmocnienia pozycji PiS w samorządach. Ich skutkiem ubocznym jest przy tym upolitycznienie samorządów na niespotykaną dotychczas skalę.

Nie jest to więc już demokracja w zachodnim znaczeniu tego wyrazu. Cóż za ustój proponuje nam zatem PiS. Zważywszy na prezentowany światopogląd i stosowane metody proponuję określić wprowadzany obecnie ustrój jako demokrację narodowo-ludowa. IV Rzeczpospolita będzie więc państwem demokratycznym, tyle, że będzie to demokracja inaczej.

niedziela, 06 sierpnia 2006
Unię mą widzę (znowu) ogromną!

W Świątecznej znalazłem tekst podpisany przez Mirosława Czecha. Czech to obecnie publicysta GW, dawniej sekretarz generalny Unii Wolności. W tekście "Centrolew. Nowe otwarcie" (w sieci jako: Lewicowy powrót do przyszłości) Czech rozważa, co powinien uczynić blok centrolewicowy, aby osiągnąć sukces.

Muszę przyznać, że tekst Czecha nieźle mnie rozbawił. Jaka jest bowiem jego recepta na sukces bloku, który w chwili obecnej tworzą przede wszyskim patrie lewicowe? Wystarczą chyba dwa cytaty.

"Nowa lewica, jeśli chce mieć szansę na powrót do władzy (...), powinna być skrojona na miarę prawdziwie europejską - liberalna nie tylko w kwestiach światopoglądowych, lecz także gospodarczych."

I dalej:

"Jeśli połączenie SLD ze środowiskiem dawnej Unii Wolności ma dla wyborców cokolwiek znaczyć, to nie warto odżegnywać się od tradycji reformy finansów publicznych z 1998 r. autorstwa Balcerowicza."

Najkrótszy komentarz do wizji Czecha? UW Reaktywacja.

Czechowi marzy się odbudowanie Unii Wolności rękoma i za pieniądze lewicy. Przecież nurt silnie liberalny, nie zapominający o ochronie praw człowieka i jednoznacznie proeuropejski to powtórzenie tego, co głosiła UW w czasach, kiedy Czech był sekretarzem generalnym tej partii.

Warto też zauważyć, że pisząc o lewicy Czech myśli niemal wyłącznie o SLD. SDLP jest dla niego przydatna wyłącznie jako katalizator "rachunku sumienia" SLD.Inne środowiska w ogóle nie istnieją. A przecież obecnie główny nurt myślenia lewicowego to nie SLD, w którym w zasadzie wcale myślenia nie widać, ale środowiska mniejszych partii lewicowych i ruchów okołopolitycznych. Czech jest oczywiście człowiekiem zbyt inteligentnym i dobrze zorientowanym, aby tego nie dostrzegać. Dlatego dzieli się następujacą refleksją:

"Centrolewica ma przed sobą dwie drogi. Pierwsza to powrót do korzeni lewicowości, co proponuje środowisko »Krytyki Politycznej« radykalnie sprzeciwiające się liberalizmowi w gospodarce. Ale to ślepa uliczka, którą SLD już raz przeszedł, zapowiadając »gruszki na wierzbie«. Podążanie tym tropem sprawi, że nowa lewica zostanie uznana za formację anachroniczną."

Tym samym rzuca rękawicę Sławomirowi Sierakowskiemu, którą ten - mam nadzieję - podejmie. Jeśli o mnie chodzi, to zwracam tylko uwagę, że uzwanie współczesnych koncepcji lewicowości w kwestiach ekonomicznych za anachronizm świadczy o zupełnej ich nieznajomości. Świadczy o tym również twierdzenie, że liberalizm gospodarczy to panujący nurt myślenia lewicowego w Europie.

Czech natomiast, jeśli marzy mu się powrót do władzy formacji liberalnej, niech się lepiej zabierze za jej tworzenie, zamiast wciskać to kukułcze jajo innym siedząc wygodnie przy biurku na Czerskiej.

A Kubica zajął dziś w GP Węgier - po emocjonującym wyścigu - 7. miejsce, czego mu szczerze gratuluję.

poniedziałek, 31 lipca 2006
Dlaczego Lepper ma rację?

Znowu zaczynam od "dlaczego", ale warto postawić sobie to pytanie.

Chodzi oczywiście o pomysł ubezpieczenia dla rolników od klęsk żywiołowych i przeznaczenia na ten cel pieniędzy z budżetu. Pomysł spotkał się - co było do przewidzenia - z gremialną krytyką ze strony zadowolonych z życia przedstawicieli mediów. Ci ludzie, biorący ciężką kasę za opowiadanie o rzeczach, o których nie mają pojęcia, użyli swojego najczęstszego, banalnego argumentu - Lepper sięga do naszych kieszeni. Po raz kolejny mieliśmy okazję usłyszeć tę bajeczkę liberałów w trosce o ich portfele.

Tymczasem Lepper ma tym razem całkowitą rację. Rolnicy powinni zostać objęci obowiązkowym ubezpieczeniem na wypadek klęsk żywiołowych w tym suszy. I znaczna część tego obciążenia powinno wziąć na siebie państwo.

Dlaczego powinni być objęci ubezpieczeniem? Bo ich przychód, a w konsekwencji środki utrzymania, w znacznym stopniu uzależnione są od okoliczności, na które nie mają wpływu. Rolnicy nie mogą dostosować swojego postępowania do warunków zewnętrznych, bo kiedy te warunki nastaną, jest już zbyt późno na zmianę. Nie istnieją też żadne racjonalne ekonomicznie możliwości przeciwstawienia się przez nich skutkom suszy (ale też np. powodzi). Innymi słowy taka pogoda, z jaką mamy do czynienia obecnie skazuje ich na nędzę. Ubezpieczenia są w tej sytuacji niezbędne, aby rolników przed tą nędzą uchronić.

A dlaczego to państwo powinno współfinansować te ubezpieczenia? W pierwszej kolejności dlatego, że rolników po prostu na to nie stać. Osiągane przez nich dochody (w znacznym stopniu uzależnione od państwa, bo to ono ustala ceny na dużą część płodów rolnych) nie pozwalają im na pokrycie kosztów ubezpieczenia. Samo wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia, bez wsparcia dla rolników w jego opłaceniu, skutkować więc będzie masowym nieprzestrzeganiem tego obowiązku.

Możemy oczywiście powiedzieć: jak nie zapłacą i dopadnie ich susza, to upadną, a wówczas sprzedadzą ziemię tym, którzy gospodarują lepiej; wolny rynek wszystko wyreguluje. Ale w takim przypadku musimy równocześnie postawić sobie pytanie: jakiego chcemy rolnictwa? Czy uważamy, że Polska - kraj o rolniczym charakterze i tradycjach - powinna dążyć do utrzymania struktury własnościowej ziemi opartej na gospodarstwach rodzinnych? A może wolimy, aby dominowały u nas latyfundia, liczące po kilka tysięcy hektarów, już nie gospodarstwa, ale fabryki żywności, działające jak przedsiębiorstwo?

Moim zdaniem polska wieś jest wartością, którą warto chronić. Ludowość - ta tradycja i kultura - ma wartość unikalną i godną kultywowania i ochrony. Oczywiście mam świadomość, że następuje powolny zanik, a i wypaczenie, tej kultury. Trudno mi jednak zaakceptować takie rozwiązanie, które prowadzi wprost do jej eliminacji.

Jest jednak i drugi powód, dla którego państwo ma obowiązek wspierać rolników w ich zmaganiach z suszą. Otóż to samo państwo doprowadziło do sytuacji, w której susza wywołuje tak katastrofalne skutki. W ciekawym tekście Krystyny Naszkowskiej i Sławomira Zagórskiego w sobotniej GW opisano między innymi, jak błędna polityka państwa w ostatnich 50 latach doprowadziła do sytuacji, w której susza jest jednoznaczna z klęską. Otóż prowadzona wówczas melioracja gruntów skutkuje tym, że obecnie nie ma większych problemów z usuwaniem z pól nadmioru wody, ale zamiast ją magazynować i później wykorzystywać, spuszczamy ją po prostu do morza. Czy to się komuś podoba czy nie, to jest to samo państwo. I nie wystarczy tutaj argument, że ubezpieczenia wypłacane będą z naszych podatków. Skoro naszym rodzicom oszczędzono wydatków na infrastrukturę w czasach, kiedy należało je ponieść, to nam przychodzi zapłacić za ówczesne zaniechania.

Nie oznacza to oczywiście, że udzielam Lepperowi bezwarunkowego poparcia. Zresztą przy tym poziomie ogólności projektu to niemożliwe. O jego pomyśle warto jednak rozmawiać, warto zastanowić się, kto i w jakim wymiarze powinien otrzymać pomoc, nie można jednak potępiać go w czambuł z powodu jego autora lub dlatego, że angażuje on publiczne pieniądze.

P.S. A tak w ogóle to zagrywka Leppera jest pokerowa. Jeśli Kaczyński nie zgodzi się na ubezpieczenia, to jest powód do wyjscia z koalicji i pokazania elektoratowi, że może liczyć tylko na SO. Jeśli się zgodzi, to Lepper udowodni swoją skuteczność i da powody do głosowania na SO. Jest to jednak zagrywka va banque. Jeśli bowiem Kaczyński się nie zgodzi, Lepper będzie musiał wyjść z kolalicji. Inaczej popadnie w śmieszność i straci szacunek u wyborców.

 
1 , 2 , 3 , 4